[39]

[39] Otworzył szeroko oczy ze zdumienia. Jego mama wydawała z siebie odgłosy jak świnia. Dopiero po chwili zauważył, że to nie do końca tak. Mama klęczała przed szafą i trzymała, przygniatała do podłogi małego, kwiczącego prosiaka, to on wydawał z siebie te dzikie odgłosy. Pacnęła go po uszach. Mimo wszystko zachowywała się dziwnie. Przewróciła zwierzę na bok i związała mu nóżki sznurem, który wyjęła z kieszeni. Tak spętanego wrzuciła szybkim ruchem do szafy, natychmiast zatrzaskując za nim drzwi.
– Przecież wszystko tam zapaskudzi – Nemo zaprotestował.
– Nic dziecko nie rozumiesz – tylko pokręciła głową, zdegustowana. Wstała z kolan – On się tego dopomina… Bez niego ani rusz… Trzeba, to trzeba… Taki los… Ko, ko, ko, ko, ko!!!
Pomyślał, że znowu się przesłyszał, i rzeczywiście, to nie mama gdakała, a kura, którą wyjęła spod spódnicy. Ptak miał związane nogi, tak jak prosię i tak samo wylądował w szafie.
– Podziubie mi wszystkie swetry! – jęknął Nemo.
– Nic nie rozumiesz, słuchaj się matki, wszystko dla twojego dobra – wyrecytował ojciec, który pojawił się w sypialni nie wiadomo skąd. Mama odsunęła się, żeby zrobić mu miejsce. Otworzył szafę i wrzucił do środka pudełko cygar. Pogrzebał w kieszeniach i dorzucił po chwili pudełko zapałek.
– Tato, boję się, że kiedyś umrzesz a ja nie zdążę z tobą poważnie porozmawiać… – Nemo zebrało się na wyznania, nie wiedział właściwie dlaczego. Ojciec chyba nie usłyszał. Cały czas przeszukiwał kieszenie. Sięgnął po portfel, wyjął z niego plik banknotów i wsunął je do szafy przez szparę w drzwiach. Tymczasem mama podeszła do Nemo i bez żadnego ostrzeżenia obcięła mu nożyczkami kosmyk włosów.
– Czasami mam takie wrażenie, jakbyś patrząc na mnie, widziała zupełnie kogoś innego, jakbyś spoglądała gdzieś za mnie, na kogoś z tyłu… I wtedy przeszywają mnie takie podskórne dreszcze, taka fala obrzydzenia – zwierzył się jej Nemo, jednak ona puściła to mimo uszu. Wrzuciła kosmyk do szafy, najpierw szepcząc coś do niego.
– Co powiedziałaś? – zainteresował się.
– Nigdy nie kochałam twojego ojca – powtórzyła głośniej – Uważałam, że to burak bez kultury i jakiegokolwiek taktu.
Ojciec wyjął plik zdjęć z wewnętrznej koszuli marynarki. Wylądowały w szafie, jak wszystko.
– Nie dosłyszałem, co mówisz? – zapytał Nemo, bo wydało mu się, że tata rusza ustami, mruczy pod nosem.
– Chciałem hodować konie, rozbudowywać stadninę, a tu klops! Klops i kaszana! – powiedział głośno ojciec.
Do sypialni weszły Kuzynka i Toffi. Ta pierwsza ciągnęła tę drugą na sznurze przywiązanym do szyi. Toffi miała na sobie jasną, półprzezroczystą koszulę nocną i czarną opaskę na oczach, nic więcej. Kuzynka i rodzice wepchnęli ją do szafy, szybko zamykając za nią drzwi.
– Masz babo placek – oznajmił ojciec.
– Nie dla psa kiełbasa – dodała matka.
– Głupia flądra, ma co chciała – dorzuciła Kuzynka.
Z szafy wydobył się głęboki, dudniący dźwięk. Jej drzwi otworzyły się z impetem, na dywan wypadła figurka drewnianego bożka, za nią wyskoczył prosiak, który natychmiast schował się pod łóżkiem. Ojciec, matka i Kuzynka padli plackiem przed figurką. Nemo czuł, że musi coś powiedzieć, zupełnie jednak nie wiedział, co.
– Musztarda po obiedzie, kaszka z mlekiem – mruknął w końcu. Na szczęście do sypialni wszedł Krawiec. Energicznym ruchem podniósł figurkę.
– Manekin – powiedział i rzeczywiście, teraz przypominała ona krawieckiego manekina.
– Nic tu po nas – usłyszeli głos Toffi wydobywający się spod łóżka.
Nemo poczuł wielką senność i zmęczenie tym wszystkim, oczy same mu się zamknęły.

Tagi: , , , , ,

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.