[40] Łza? – pomyślał, czując wilgoć na swoim policzku. Nie, zorientował się, że to woda kapiąca z sufitu.
– Manekin nie będzie już potrzebny! – Krawiec odstawił kukłę pod ścianę i podszedł do łóżka.
Nemo czuł się jakoś dziwnie. Ruszył ręką… Dotarło do niego, że ma na sobie ciężki, czerwony skafander. W grubej rękawicy jego dłoń była dwa razy większa. Zmartwił się, myśląc o tym, jak długa jest przed nim droga. W tak ciężkim kostiumie będzie to trwało wieki, pomyślał. Nawet nie miał siły podnieść się, usiąść na łóżku. Krawiec pochylił się nad nim i pomachał mu przed oczami jakimś świstkiem papieru, który następnie wsunął mu w dłoń. Uwagę Nemo przykuły włosy krawca, były całe mokre. Czyżby aż tak się spocił? Chciał zaproponować mu, żeby poszedł sobie do łazienki po ręcznik, ale nie zdążył, bo Krawiec założył mu na głowę przeszklony kask, a w każdym razie coś, co wyglądało jak szklana bańka, czy akwarium. Akwarium? – zdziwił się, widząc fruwającego nad sobą skalara. Krawiec również uniósł się, lewitował tuż nad Nemo, trzymając w dłoni koniec ogrodowego węża. Sprawnym ruchem przytwierdził go do skafandra Nemo, gdzieś w okolicach brzucha. Mówił coś jeszcze, ale z jego ust wyleciały tylko bąbelki powietrza. Nie jestem na łóżku, jestem w wodzie, uświadomił sobie Nemo. W sypialni wszystko wokół niego pływało, książki, buty, koszule. Poczuł jakiś zryw, to przytwierdzony do skafandra wąż pociągnął go za sobą. W ten sposób wypłynął na korytarz. Całe szczęście, że drzwi były otwarte – pomyślał. Wąż ciągnął go w dół, wzdłuż schodów. Kiedy wpłynął do holu, zobaczył rodziców, oboje machali do niego, ojciec nawet złapał go za nogę. Nemo wypłynął z nim na ulicę. Mój ojciec prawie nic nie waży, prawie nie czuję, żebym go ciągnął ze sobą, pomyślał i zerknął w stronę swoich nóg, upewnić się, czy cały czas tam on jest. Był, i to nie sam, gdyż jego łydki trzymała się Toffi. Wąż szarpnął mocniej, zwiększyli prędkość. Nemo minął dryfującego w pobliżu Pechowego Billa. Obok niego pływały otwarte trumny z jego zakładu pogrzebowego, w jednej z nich zauważył siedzącego Doktora, w każdym razie tak mu się wydawało, chociaż nie był pewien, bo coś, co w pierwszej chwili wydawało się być starszym panem, okazało się mieć zamiast rąk płetwy. Nemo chętnie zapytałby ojca, co o tym wszystkim sądzi, zerknął nawet w jego kierunku, przy okazji zauważając, że Toffi ciągnie za sobą na smyczy Chininę. Dobrze, że o nim pamiętała – pochwalił ją w myślach. Przepłynęli obok roju Afrykańskich Pszczół i plakatu zapowiadającego koncert Panny Pi Pi Du: Popękają wszystkie szyby w oknach! Pod nimi rozciągał się teraz las, Nemo przypomniał sobie o swoich baletkach i zerknął, co właściwie ma na nogach. Odetchnął z ulgą – skafander kończył się porządnymi, budzącymi zaufanie butami. To dobrze, baletki jeszcze mogłyby wpaść na coś głupiego, pomyślał. Zaraz, zaraz… Tam, gdzie dotąd był ojciec, teraz płynął jedynie jego garnitur, rękaw marynarki trzymał się o zaczep przy bucie Nemo. Dalej podobnie, do nogawki spodni ojca przywiązana była sukienka Toffi, do niej z kolei smycz, za którą płynęła zbroja Halabardnika. Czy to możliwe, żeby wypadli z własnych ubrań? Nie miał czasu zastanawiać się, jak do tego doszło, przepłynął właśnie obok stroju listonosza i jego otwartej, służbowej torby. Jego uwagę zwróciła ławica otwartych kopert i listów. Dał radę odczytać treść kilku pocztówek. Pogoda jest koszmarna, poza tym Nemo zachowuje się tak, jakby nic się nie stało – widniało na jednej z nich. Kupiliśmy już wszystko, co tylko było potrzebne, natomiast Nemo uparł się, że założy na siebie te idiotyczne, bordowe spodnie… – pisał ktoś inny. Nemo nagle poczuł, że zbliża się do czegoś wielkiego, wyczuł obecność jakiejś olbrzymiej masy. Zerknął w tę stronę. Zbliżał się do bardzo dużego statku kosmicznego, główny właz był już otwarty a wąż, który ciągnął go przez całą drogę ginął gdzieś w jego wnętrzu. Wpłynął na pokład, kilku lokajów złapało go i pomogło stanąć na rampie.
– Witamy! Zapraszamy w rejs do Slumberlandu – usłyszał, ktoś pomógł mu zdjąć kask. Pomyślał, że dobre wychowanie nakazuje zdjąć też mokre buty. Ściągnął je i zobaczył, że pod nimi, na jego stopach kryją się baletki.
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ